
Słyszałem od kogoś, że każdy człowiek odnajduje na ziemi swoje miejsce szczęśliwości. Nie wiem, czy jest to prawda i dotyczy wszystkich, ale ja wiem, że ja takie mam. Jest nim Trpanj, mała miejscowość na półwyspie Pelješac, w której trzeci rok z rzędu spędziłem całe lato, ale też i trochę wiosny i trochę jesieni. I jak zwykle było wspaniale. Przyjemnie mi było, kiedy ¾ mieszkańców pozdrawiało mnie przy spotkaniach. Przyjemnie mi było, kiedy mogłem usiąść z przyjaciółmi przy lampce wina i cieszyć się ich towarzystwem. Przyjemnie mi było, kiedy mogłem się delektować owocami morza czy wyśmienitymi rybkami. Przyjemnie mi było rozkoszować się słońcem i ciepłą wodą Adriatyku. I wreszcie przyjemnie mi było, kiedy codziennie mogłem napić się kawy jednocześnie mając przed oczyma piękny widok na morze i góry. Żyć nie umierać. Przy takiej scenerii i w takim otoczeniu praca – w końcu po to tam pojechałem – dawała mi wiele satysfakcji i pozytywnego myślenia. Tym bardziej, że w większości przyjeżdżali do mnie bardzo sympatyczni i pozytywnie nastawieni do rzeczywistości turyści. Myślę, że oni również doceniali specyficzny, dalmatyński klimat Trpnja. Ten spokój, ta ilość plaż i miejsc spacerowych czy sympatyczni mieszkańcy, to wszystko wpływało na przyjemność przebywania w tym miejscu. Zawsze powtarzam, że wielkość Trpnja polega ma tym, że jest mały. Jednocześnie jest w tej miejscowości wszystko co potrzeba. Trzy sklepy, poczta, kioski z pamiątkami, wiele restauracji i kawiarni na czele z lodziarnią, w której są najlepsze lody na świecie, winiarnia, a także informacja turystyczna. Dla młodych dodam, że w Starim Selu (Stara Wioska), miejsce nad kościołem św. św Piotra i Pawła, otwarta jest restauracja, w której często odbywają się dyskoteki. Czy trzeba coś więcej? Czy młody, czy stary każdy znajdzie coś dla siebie. Tu muszę dodać, że cały personel obsługujący naszych turystów stara się, żeby dorównać miejscowości i spowodować, żeby było im jeszcze lepiej, żeby czuli się swobodnie, żeby wiedzieli że są na wymarzonych wczasach. Większość turystów to doceniała.

Pomimo, że willa Antunović to nie żadne luksusy hotelu pięciogwiazdkowego. Pokoje są jednak czyste z lodówkami, z klimatyzacją i telewizorem. Oczywiście, że jest w pokoju łazienka i toaleta samo przez się rozumie. Dodatkowo duży taras powoduje, że turyści gros czasu spędzają na nim szczególnie rano na porannej kawie, czy wieczorem na rozmowach w podgrupach. Na tarasie odbywały się też niejednokrotnie spotkania, podczas których było wiele zabawy i śmiechu z tańcami i śpiewem włącznie. To był dowód na to, że turyści byli zadowoleni z pobytu w willi Antunović w miejscowości Trpanj. Co nas zresztą bardzo cieszyło. W mojej dyspozycji jest książka wpisów dokonywanych przez turystów. Wszystkie te oceny są bardzo pozytywne, doceniające zarówno naszą pracę, jak i wychwalające to wspaniałe, urocze miasteczko Trpanj. Ja wprawdzie zawsze informowałem wpisujących, że przy złych wpisach będę wyrywał kartki. Przysięgam jednak, że ani razu nie musiałem tego robić. Przybyłych w przyszłym roku do Trpnja zachęcam do lektury. Żeby zakończyć temat pracy to powiem tylko, że wszystko to dzieje się dzięki Biuru Podróży Damptour, który właśnie w Trpnju, w willi Antunović organizuje wczasy dla swoich klientów.

Cechą moich corocznych relacji z pobytu w Chorwacji jest to, że przekazuję w nich garść informacji z regionu, w którym przebywałem. I tak w poprzednich latach opisywałem Półwysep Pelješac podając informacje o poszczególnych miejscowościach i przybliżając charakterystyczne miejsca półwyspu. W zeszłym roku opisałem kościoły w Trpnju i pobliskich miejscowościach. Były też informacje o restauracjach z naciskiem na „konoby” ale też wyjaśniałem co to są zespoły „ klapa”. W tym roku postanowiłem przybliżyć coś co dla mieszkańców półwyspu jest prawie że święte. Mianowicie produkowanie dwóch wspaniałych napojów: wina i oliwy. Jako, że Pelješac jest półwyspem górzystym, a gleby nie bardzo są urodzajne, najlepiej uprawia się winną latorośl i drzewa oliwne. Obie te rośliny nie wymagają specjalnych gleb i wystarczy im ziemia z kamieniami. Ich system korzenny jest tak skonstruowany, że głęboko i szeroko wchodzą w ziemię zabezpieczając sobie tym samym dostateczną ilość wody. Szczególnie tyczy się to drzew oliwnych, które w praktyce rosną same. Obie jednak rośliny potrzebują dużo słońca. Uprawa winnej latorośli nie jest jednak prosta i trzeba włożyć dużo pracy by zebrać owoce dające dobre wino. W czasie kiedy krzaki winnej latorośli dojrzewają trzeba je przycinać, pielić opryskiwać. Za mało wody czy słońca – źle, za dużo wody czy słońca też źle. Wiatr również ma swoje znaczenie.

Na dodatek wszystkie prace, włącznie ze zbieraniem wykonuje się ręcznie bez użycia jakichkolwiek maszyn. A zbiera się winogrona już końcem sierpnia i przez miesiąc wrzesień, kiedy upały są jeszcze dość duże. Bardzo często, trzeba pamiętać, że półwysep jest górzysty, winogrona uprawiane są na stromych zboczach, co powoduje, że niejednokrotnie zbierający opasani są liną i asekurowani, by nie spadli w dół. Nie przeszkadza to jednak miejscowym w uprawie tej rośliny. Nie liczyłem, ale myślę, że na Półwyspie Pelješac jest około stu winiarni. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby było ich więcej. Jak ważna dla mieszkańców półwyspu jest uprawa winogron niech świadczy fakt, że w miejscowości Putniković jest Muzeum Wina (Muzjej Vina), do którego odwiedzenia zachęcam wszystkich. Są tam różnego rodzaju prasy do wyciskania moszczu, narzędzia, które używali mieszkańcy w dawnych czasach i wiele zdjęć pokazujących te ciężką pracę. Jest i winiarnia, w której można skosztować miejscowych, winnych produktów. Jaką winną latorośl się uprawia na Pelješcu? Otóż prym wiodą tu czerwone winogrona, które po Chorwacku nie są czerwone tylko czarne (crne). Uprawia się tu jeden i tylko jeden gatunek winnej latorośli pod nazwą „Plavac Mali”, z którego otrzymuje się jednak różne wina. I tak z winogron, które rosną wewnątrz półwyspu otrzymuje się tak zwane „kvalitetne vina” (dobre wina), które w sprzedaży przyjmuje różne nazwy, ale najczęściej „Plavac”, „Plavac Mali”, czy „Pelješac”. Z winogron, które rosną na południowych stokach półwyspu (na tych stromych zboczach sięgających morza), otrzymuje się tak zwane „vrhunske vina” (bardzo dobre wina), które noszą nazwy „Postup” i „Dingač”, tak samo jak wioski usytuowane w południowej części półwyspu.

Jeżeli chodzi o czerwone wina, to uważa się, a słyszałem to z ust wielu sommelierów, że są to najlepsze chorwackie wina, które na licznych europejskich festiwalach zdobywały nagrody. Podpisuję się pod tym obiema rękami, bo niejednokrotnie piłem te wina. Główne centra produkcji czerwonego wina to wioski w centralnej części półwyspu, mianowicie Potomje i Pijavičino. Tu też znajdują się dwie największe winiarnie „Matuško” i „Medirazza”, ale także wiele innych, już nieco mniejszych, nie znaczy to, że produkujących gorsze wina, rzekłbym nawet, że lepsze jak: Andričević, Milicić, Antičević, Matković, Lukić, Vecelić i wielu, wielu innych. Wymieniłem tylko te dwie wioski, ale proszę mi wierzyć, że praktycznie rzecz biorąc to w każdej miejscowości półwyspu są winiarnie produkujące naprawdę doskonałe wina jak choćby winiarnia „Antunović” z miejscowości Oskorušno, którą gorąco polecam. Żeby nie było Pelješac to nie tylko czerwone wina. A jakże, produkuje się i białe, równie dobre, ale mające konkurencję w postaci win produkowanych w Slavonji (kraina na wschodzie Chorwacji), gdzie produkuje się „Graševine”, „Chardonnay”, czy „Traminac”. Na Pelješcu produkuje się w zasadzie trzy gatunki białych win. Każde z tych win produkowane jest z trzech różnych szczepów winnej latorośli. Te wina to: „Pošip”, „Rukatac” zwane również „Maraština” i Grk.

To ostatnie wino produkowane jest w większej ilości na wyspie Korčula. Wszystkie wymienione przeze mnie białe wina są naprawdę bardzo dobre. Jako, że białe wina powinno się pić schłodzone (około 12 stopni) najlepiej smakują w lecie. Można je pić zmieszane z zimną wodą mineralną jako tak zwany „gemišt”, który zdecydowanie zaspokoi pragnienie. Wina czerwone, które pije się zimą, bo podaje się je w temperaturze pokojowe, można również rozcieńczyć wodą (niegazowaną) i wtedy pije się tak zwaną „bevandę”. Informacja o winach nie byłaby pełna, gdybym nie wspomniał o jeszcze jednym winie produkowanym na półwyspie, mianowicie wino „rose” (różowe). Tu małe wyjaśnienie.

Wino „rose” to nie jest mieszanka białego wina z czerwonym. Wino to powstaje z czerwonych winogron poddanym krótkiej fermentacji, tak żeby nie nabrało ono ciemnego koloru. Wino to podobnie jak wino białe podaje się schłodzone. Muszę jeszcze, przyznam szczerze, że uszło to mojej pamięci, wspomnieć o jedynym słodkim winie produkowanym w Chorwacji, a więc i na półwyspie, o nazwie „Prošek”. Nie mylić z proszkami do prania Arielem, czy Wizirem. Wino to w obecnej chwili nie może używać nazwy „prošek”, bo podobną, zastrzeżoną nazwę posiada włoskie wino „Proseko”. Wszyscy jednak wiedzą, nawet jak są inne nazwy tego wina, co to jest prošek. Wino to produkuje się z suszonych winogron, zarówno białych jak i czerwonych, czyli z rodzynek. By wyprodukować 5 litrów tego wina potrzeba około 300 kg winogron, a więc dość sporo, stąd jego cena jest dość wysoka. Chorwaci piją to wino w zasadzie od święta i to po obiedzie do deseru. Jest też pewien zwyczaj związany z tym winem. Otóż, kiedy rodzi się w rodzinie dziecko odkłada się parę butelek prošku w najdalszy zakamarek, a wypić go można dopiero podczas ślubu tego dziecka. To tyle jeżeli chodzi o wina. Wspomniałem wyżej jeszcze o jednym płynie produkowanym na półwyspie, o oliwie (maslinovo ulje). Prawdę powiedziawszy oliwa jest produkowana w całej Chorwacji, ale ta z Pelješca uchodzi za jedną z najlepszych. Ale za nim o produkcji to pozwolę sobie na garść informacji o drzewach oliwnych i samych oliwkach. Tu bardzo ważna informacja. Oliwki to tylko jeden gatunek owoców, bez podziału na czerwone i zielone. Znaczy one występują w tych kolorach, ale zielone to są te jeszcze niedojrzałe, a czerwone to te dojrzałe. Zielone zbiera się na przełomie października i listopada, a czerwone miesiąc później, chociaż w niektórych regionach zbiór oliwek trwa do stycznia. Ot i cała tajemnica. Drzewa oliwkowe to drzewa bardzo długo żywotne. I tak np. drzewo oliwne rosnące w Starim Barze, w Czarnogórze liczy sobie ponad 2 000 lat. W Chorwacji w miejscowości Kaštela rośnie oliwka mająca ponad 1 700 lat, a na wyspie Pag w miejscowości Tovarnale, na cyplu Lun jest gaj oliwny z 50 000 drzew w większości liczącymi po 400 – 500 lat, a najstarsze z nich ma około 1 700 lat. I żeby było jaśniej to wszystkie te stare oliwki rodzą jeszcze owoce. Drzewa oliwne pierwsze owoce wydają dopiero po siedmiu latach, a najlepsze mają po dwudziestu latach.

Oliwki zbiera się w sposób dość prosty, bo rozkłada się pod drzewem specjalne płachty, a następnie trzęsie się gałęziami powodując, że owoce spadają na na te płachty. Kiedyś wykonywano tę pracę ręcznie, ale dzisiaj jest już szereg urządzeń ułatwiających potrząsanie gałęźmi. Zebrane owoce zawozi się do olejarni, gdzie produkuje się oliwę. Proces ten jest dość skomplikowany, bo najpierw oliwki trzeba oczyścić, posortować i dokładnie umyć. Potem w temp. poniżej 27 stopni owoce miażdży się w specjalnych tłoczniach, by uzyskać pastę oliwną. Proces ten zwany jest tłoczeniem na zimno. To jednak nie koniec, bo kolejny etap to tzw. malaksacja (mieszanie) trwający 20 – 40 min. Celem tego mieszania jest możliwość połączenia się małych kropelek oliwy w większe. Jednym z ostatnich elementów procesu produkcji zdrowej oliwy to klarowanie i filtrowanie jej w celu usunięcia pozostałych zanieczyszczeń. Teraz to już tylko przechowywanie oliwy w kadziach ze stali nierdzewnej, zachowując i kontrolując cały czas odpowiednią temperaturę. Ostatnią rzeczą, jaka pozostała do zrobienia to butelkowanie oliwy i to koniecznie do butelek metalowych lub butelek z ciemnego szkła. Użycie tego rodzaju opakowań ma uchronić oliwę przed światłem, by nie spowodować szybszego utleniania, co wiąże się z pogorszeniem jakości oliwy. Tym to sposobem dotarłem do końca opowieści o wspaniałych winach i bardzo dobrej oliwie z półwyspu Pelješac.

Może jedynie opowiem jeszcze pewną anegdotę, którą opowiadają Chorwaci, a związaną bezpośrednio winną latoroślą i drzewami oliwnymi. Otóż Chorwaci porównują te rośliny z najbliższymi im kobietami. Drzewa oliwne do swoich mam, bo twierdzą, że jak wyjadą gdzieś na dłużej to po powrocie i mama i drzewo oliwne będą na nich niezmiennie czekały. Winną latorośl natomiast porównują do swoich żon, bo po dłuższej nieobecności i powrocie nigdy nie wiedzą co zastaną. Zakończyłem tę moją relację taką wesołą historyjką i nie bez powodu. Zawsze mi się podobała wesołość Chorwatów i to bez znaczenia czy uszczypliwe uwagi są kierowane do nich czy też do kogo innego. Uwielbiają się śmiać, cieszyć i weselić. Każda okazja jest dla nich dobra by się zabawić nie zapominając o tym, że zabawa będzie jeszcze lepsza kiedy będą mogli dobrze zjeść i napić się dobrego wina. W związku z tym kończę relację tradycyjnym chorwackim toastem: Živjeli.

